Subscribe:

czwartek, 6 listopada 2014

Hater know better, human taste better



Mieszkanie nieznajomego było wyjątkowo ekscentryczne. Na jednej przestrzeni egzystowały obok siebie kwiaty, skóra, kiczowate rzeźby i atłasowe poduszki. Natalię zdziwił ten wystrój mieszkania, na pierwszy rzut oka wyglądający na totalny chaos i kompletny brak wyczucia jakichkolwiek zasad estetyki.

Po przyjrzeniu się tej rupieciarni można było dostrzec pewien zamysł, próbę połączenia ze sobą przedmiotów z różnych bajek. Właściciel mieszkania z zaciekawieniem przyglądał się swojemu gościowi.

- Mam tu tyle gratów, że jeden więcej różnicy nie zrobi różnicy.

W drodze do mieszkania zombie minęli martwego nauczyciela literatury z liceum, do którego uczęszczała Natalia. Ów szpakowaty mężczyzna, słynący z zamiłowania do romantyzmu, czerwonego wina i swoich uczennic (szczególnie blondynek z okazałymi walorami), siedział na ławce i wygłaszał smutnym tonem "Świteziankę":

Jakiż to chłopiec piękny i młody
Jaka to obok dziewica
Brzegami sinej Świtezi wody
Błądzą przy świetle księżyca.

Co się stało z tym światem?! Kto przy zdrowych zmysłach wyobraziłby sobie bardziej groteskową scenę niż pijany trup recytujący balladę samego Mickiewicza? Wybawca Natalii wydął ironicznie wargi i poszedł dalej.

 

Na placu przed kamienicą martwa nastolatka twerkała radośnie przy akompaniamencie Wrecking Ball. Pomachała Natalii. O dziwo, nie gniła, przynajmniej nie było tego bardzo widać. Ruchy też miała mniej trupie. Jedynie szyja była nienaturalnie wybrzuszona.
- Hej, pamiętasz mnie?­- Zawołała do Natalii.
-Sandra?- Dziewczyna nie mogła uwierzyć w to, co zobaczyła.

Umarłą nastolatką okazała się była uczennica Natalii, zafascynowana Miley Cirus, Hello Kitty, oraz filmami zdecydowanie nie dla dziewczyn w jej przedziale wiekowym. Sandra swoim zachowaniem wręcz prosiła się o kłopoty. Chodziła z koleżankami do galerii handlowych by tam wynajdywać podtatusiałych jeleni, którzy za sweterek czy kiepskiej jakości perfumę kupowali sobie parę chwil z ponętną nastolatką, tak inną od ich żon czy narzeczonych. Młode dziewczyny kusiły swymi wdziękami, niewinnymi minkami, pozorną niewinnością. Uczennica Natalii sypiała ze starszymi mężczyznami (czasem o wiele starszymi od jej ojca) wyłącznie po to, by doświadczyć adrenaliny, podobnej do tej, gdy skacze się na bungee z najwyższego budynku świata. Lot jest nieziemski, przypomina picie ambrozji prosto z butelki. Kiedy jednak lina się zerwie, upadek jest śmiertelnie bolesny.

Skręcony kark Sandry wskazywał na to, iż dla niej lot już się zakończył.

-Patrzysz na mnie z przerażeniem. Tak, zmarło mi się, właściwie zostałam zabita przez swojego klienta.- Zagadnęła tonem pozornie obojętnym.- Mówiłaś mi, bym nie robiła głupot, bo źle skończę. Owszem, miałaś rację, te stare skurwysyny potrafią być nieźle porąbane, ale to już nie ważne. Nie jest tak źle być martwą, wiesz mi. Przynajmniej możesz chlać do upadłego i nie masz kaca.



Całej rozmowie przysłuchiwał się towarzysz Natalii. Kiedy Sandra spojrzała na niego, momentalnie zamilkła, wyraźnie przestraszona. On tylko wydął wargi i wlepił w nią wzrok podobny,śliskiej pełzającej gadzinie. Sandra pośpiesznie uciekła do pobliskiej klatki.

-Kretynka. -Mruknął.

Kamienica była szara, niezbyt czysta, z drewnianymi, wysokimi schodami mocno skręconymi wokół osi. Mieszkanie nieznajomego znajdowało się na czwartym piętrze, w końcu korytarza.

-Twój pokój jest tam.- warknął zaraz po wejściu, wskazując na czarne drzwi ledwo trzymające się futryny.

Dziewczyna weszła do środka. Ściany pomieszczenia miały zielonoszary kolor, panowała w nim czystość, choć wyposażenie przypominało graty wygrzebane ze śmietnika.

Na kulawym stoliku stał laptop Natalii, co było dla niej zupełnie zaskakujące. Jeszcze dziwniejszy był fakt, iż jej czerwone maleństwo miało podłączony internet. Kiedy tylko poruszyła myszką, na ekranie ukazał się jej blog.

Jej własny blog, traktowany niemalże jak dziecko. Tysiące wyświetleń, komentarze, fani i anty fani. Jako studentka jarała się nim, uwielbiała mówić o sobie: blogerka.

A potem przyszedł kres jej dotychczasowego świata i pojawili się oni.

Hejterzy.

Natalia nie kasowała obraźliwych komentarzy, czytała je i zanosiła się płaczem. Okrutna, anonimowa tłuszcza, która po wyłączeniu funkcji anonimowego komentowania przemieniła się w armię nienawistników, których łatwo można było namierzyć, wystarczyło kliknąć w link przy nazwisku.

Nie była wcale fatalną blogerką. Gorsze od niej publikowały swoje wypociny ku uciesze fanów. Nie, nie o to w tym wszystkim chodziło. Ludzie nie mogli znieść tego, że była INNA. Pisała o sprawach kontrowersyjnych, niepopularnych, łamała tabu.

Za to trzeba było jej dojebać.

"Myślisz, że jesteś coś warta, ty obrzydliwa kretynko? Spójrz w lustro. Jesteś nikim, niedojebaną debilką z prowincji"
"Daruj sobie pisanie bo i tak nie potrafisz nikogo zainteresować. Jesteś żałosna"
"Wróć do podstawówki kretynko"
"Rzygam tym blogiem"

Najgorsze trupy to te, co gniją za życia.

Natalia spojrzała na te i inne złośliwe komentarze i postanowiła: usunie je raz na zawsze. Zajęło jej to jakiś czas. Z każdym usuniętym hejtem czuła się silniejsza.

W końcu została jej jeszcze jedna ważna czynność: napisanie nowego postu.

Powrót debilki

Witajcie

Zwracam się szczególnie do moich ukochanych hejterów. Wróciłam i chcę wam powiedzieć, żebyście wsadzili sobie w dupę wasze hejty, ponieważ nie robią one na mnie żadnego wrażenia. Mój przyjaciel z Meksyku powiedziałby na wasze "mądrości": me cago en la leche. Jeśli chcesz wiedzieć, co to oznacza, zapraszam do słownika. Bądźcie gotowi, szykuję nowy post, który wielu z was przysporzy ból dupy.

Idźcie w cholerę

debilka N

Zamknęła laptop i postanowiła wyjść. Zeszła po schodach, po czym zaczęła się włóczyć po osiedlu. Widok jak na samym początku działania ustawy śmieciowej: wszędzie brud, worki na śmieci, psie, szczurze i ludzkie odchody, stare świerszczyki walające się przy bramie do przedszkola. Zwyczajne przedmieście jakich miliony.

-Hej, mała.

No jasne. Tam, gdzie śmieci i gówna muszą być zombie. Cała chmara zombie.

Uśmiechali się głupkowato. Jeden miał wyraźny problem z lewym okiem, które zwisało mu smętnie z oczodołu spadając prawie na brodę. Inny próbował poskładać czaszkę, w końcu odrzucił górną część, odsłaniając resztki czegoś, co prawdopodobnie kiedyś aspirowało do miana mózgu.

Miłe towarzystwo.

Hersztem bandy była wysoka blondynka, na której ciele upływ czasu i procesy gnilne zaznaczyły wyraźnie swą obecność. Za życia mogła uchodzić za piękność, dziś jest niczym więcej niż zgniłymi zwłokami którym odpadły piersi, odsłaniając dwie duże wyrwy.

Natalia instynktownie odskoczyła, zanim jeden z zombie wyciągnął po nią kości ręki. Znalazła się tuż obok worka na śmieci, na wierzchu którego leżało opakowanie po super mocnym lakierze do włosów. Sięgnęła po niego, zahaczając niechcący o zużytą pieluchę. Nieważne. Ważniejsze jest to, w jaki sposób użyć znaleziska jako broni.

"Chodźcie bliżej, śmierdzące trupy"

Nie trzeba było ich namawiać. Już dziesięciu zombie podeszło, czując smaczny posiłek.

"Trzeba dobrze wycelować"

Natalia miała dobry wzrok i refleks, więc skuliła się, czekając na dogodną chwilę. Przebiła butelkę scyzorykiem, który kupiła sobie dawno temu, jeszcze w gimnazjum. Nie użyła go nigdy, myślała nawet, że go zgubiła. Zabrała go do kieszeni po obejrzeniu swojego blogu, leżał obok laptopa.
Rzuciła pustą butelkę. Zombie podeszli bliżej, nieświadomi tego, co ona kombinuje. A Natalia zrobiła z aerozolu bombę podpalając go znalezioną u swojego wybawcy zapalniczką. Nie wierzyła w skuteczność planu ale przynajmniej chciała spróbować.

Niesamowity smród zgniłych ciał. Dwóch zombie będących najbliżej spłonęło niemal natychmiast. Inny próbował ugasić pożar ręki. Natalia biegła co sił w nogach. W czasie biegu niemal potknęła się o metalowy pręt. Wzięła go ze sobą, co było posunięciem bardzo dobrym ,gdyż za chwilę dogonił ją jeden z Łowców. Dziewczyna musiała uderzyć w jego pusty łeb kilka razy, zanim czaszka nie pękła. Dla pewności spaliła jego truchło.

Mijając zrujnowany hipermarket Natalia zobaczyła swoją byłą znajomą, Melanię, otoczoną przez zombie. Nigdy nie lubiła tej dziwnej, chudej dziewczyny z niechlujnymi włosami, mamroczącej coś pod nosem, patrzącej na świat ciemnymi, szklanymi oczyma, przypominającymi wzrok lalki z horrorów.


Zombie nie chcieli jej zabić, widziała to wyraźnie. Nie chcieli też puścić ją wolno. Ona coś do nich mówiła, swym cichym, nieprzyjemnym głosem. Natalia usłyszała czyiś krzyk, chyba dziecka. Płacz. Kolejny krzyk i cichy śmiech Melanii. Po chwili sytuacja była jasna: Mel zabiła dziecko aby nakarmić zombie i tym samym wkupić się w łaski cuchnącej gromady. Teraz stała z nożem ociekającym krwią, patrzyła na niego, po czym zaczęła go oblizywać. Zombie cofnęli się od niej z obrazą. Ona, widząc ich reakcję, podeszła do jednego z Łowców i wbiła mu nóż w oczodół.
-Jeżeli jeszcze raz któryś z was, debile. okaże mi niechęć, skończycie tak, jak to ścierwo.

Potem, jak gdyby nigdy nic, zaczęła śpiewać kołysankę ćwiartując ludzkie zwłoki i karmiąc nimi zombie.

Najgorsze zombie to te, co zgniły za życia.


3 komentarze:

Cezary S pisze...

Popracuj nad miłymi dla oka zdjęciami. Brzmi śmiesznie, ale w 80% to nie tekst, a zdjęcie zachęca czytelników do pozostaniu na blogu dłużej niż 5 sekund :)
http://klosinski.net/banki-z-darmowymi-zdjeciami/
Na tej stronce znajdziesz czego ci trzeba ;)
Pozdrawiam.

Cezary S pisze...

To nie jest reklama, chcę ci pomóc. Lubię twoje teksty, trafiają w mój gust :)

Byłam Kiedyś pisze...

Byłam widziałam wróce ;)

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz. Dzięki Wam mam ochotę tworzyć!!!!

Bardzo proszę o niedodawanie adresów blogów w komentarzach. Każdy komentarz z adresem zostanie skasowany.

Ten blog służy promocji mojej twórczości a nie Twojej reklamie. Jeśli chcesz dodać adres do komentarza, zrób to na moim drugim blogu.