Subscribe:

czwartek, 13 listopada 2014

Brudas



Życie tego faceta było równie beznadziejne jak stary jabol, który teraz pije.

Przed chwilą zombie zabili mu dziewczynę. Właściwie byłą dziewczynę. Właściwie to nie dziewczynę, tylko zwykłą puszczalską sukę, która robiła z niego wała i spotykała się z nim, po to, by mieć pieniądze, ponieważ mamusia mówiła jej, by nigdy nie plamiła swych wypielęgnowanych, pachnących rączek czymś tak niegodziwym jak praca. On widział wszystko. Obserwował, jak jeden z zombie zaczął wgryzać się w jeszcze ciepłe zwłoki, jak krew, która do tej pory krążyła w żyłach wycieka teraz na brudny od psiego kału trawnik. W tej, jakże przerażającej chwili, nie zaczął płakać. Nie rzucił się, by ratować przed pohańbieniem ciało kobiety, która dawała każdemu, tylko przed nim, swoim narzeczonym, miała opory (udawała, świetnie z resztą, wstydliwą dziewicę). Z jego strony nie było żadnego bohaterstwa. W obliczu śmierci tej kobiety jedyne, co potrafił, to rzygać jak kot. Na ten widok wszystkie zombie z okolicy zeszły się i zaczęły chichotać. Mężczyźnie zrobiło się głupio. Myślał, że jego chwile są policzone, gdy jeden z trupów zawołał:
-Spierdalaj brudasie!

Mężczyzna uciekł szybko. Jeden z trupów, trzymający melancholijnie w ręku kawałek nogi, mruknął za nim:

-Patrzcie go, kurwa, jaka chołota. Takie rzeczy przy jedzeniu? Czego go matka nauczyła?- Zwrócił się do kolegów- Chłopaki, zabierzcie potrawkę zanim jeść mi się odechce.- Po czym dodał w zamyśleniu:
Ludzie to naprawdę brudne i głupie istoty.

 

***

Natalia znalazła się w nieciekawej sytuacji. Po tym, zobaczyła wiedziała, że musi spierdalać stąd jak najszybciej, ponieważ Melania jest niebezpiecznym połączeniem morderczyni i psychopatki, która gardzi wszystkim poza sobą. Trzeba było by się cofnąć cicho i powoli, a potem uciec jak najszybciej.

Dziewczyna już zaczęła się wycofywać, gdy nagle potrąciła nogą jakiś przedmiot. Odeszła kawałek dalej, gdy nagle to cholerstwo rozdarło się tak, że słychać je było z odległości kilku metrów:

-I am albatrouz.

Potem wesoła, energiczna melodyjka. Oczywiście, wszyscy zauważyli obecność Natalii.

"Ja to mam w życiu przejebane"- pomyślała z optymizmem. Grupa zombie patrzyła na nią z wyczekiwaniem. Ona zamiast uciekać, podeszła do nich. "Co ja kurwa robię?"- zadawała sobie pytanie idąc do grupy zombie z uśmiechem na twarzy, który, w zamierzeniu miał być serdeczny, sprawiał jednak wrażenie, że jego posiadaczka cierpi na jakąś chorobę psychiczną.

-Witaj, Melania!- Zawołała Natalia.- Dawno cię nie widziałam.
-Tak.- Odparła bezbarwnie.- Kazali mi iść.- W jej oczach zapaliły się jakieś mroczne ognie, które przeraziły Natalię.- Ale już gryzą piach.

Na studiach Melania nie była lubiana. Właściwie tylko Natalia odzywała się do niej, raz nawet odprowadziła ją do domu, który wyglądał jak zrujnowana szopa. Właścicielka domu nie zaprosiła koleżanki do środka, spuściła wzrok i milcząco weszła do środka. Czasem zbudzała litość, tak jak wtedy, gdy nie miała pieniędzy na jedzenie a mimo to starała się uczyć, zrobić dobre notatki, być aktywną. Natalia podrzuciła jej wtedy ukradkiem kanapkę. Dziewczyna wzięła ją bez mrugnięcia okiem.

Nie ulegało wątpliwości, iż Melania była zła. Do szpiku kości, beznadziejnie zła. Więc dlaczego na myśl o jej parszywym dzieciństwie z ojcem pijakiem, o źle zrośniętych kościach, o śladach przypalania papierosami, widocznymi na szyi i dekolcie, człowiek mimo wszystko odczuwa ból i litość? Natalia nie umiała zobaczyć w niej wyłącznie potwora.

-Widziałaś.- Powiedziała twardo, patrząc jej w oczy.
-Widziałam.- Serce Natalii biło mocno.
-On zaczął. Śmiał się ze mnie. Katował szczury. Więc go zabiłam.

Jej oczy były beznamiętne, w ręku tarmosiła kawałek szmaty. Usiadła na wysokiej, drewnianej skrzynce i pokazała gościowi, że ma zrobić to samo. Natalia usiadła blisko Melanii, której oddech cuchnął jakby pleśnią i starymi kośćmi.

-Ty, jako jedyna nie okazywałaś mi niechęci, chociaż jestem śmieciem. Nie odpychałaś mnie. Pożyczałaś parę razy notatki. Dlatego nie zrobię ci krzywdy. Mój wewnętrzny zombie dostał dziś wystarczającą ilość krwi i kolejny trup doprowadziłby jego delikatny organizm do wyrzygu. Dlatego idź stąd, jak najdalej. Moi chłopcy nie zrobią ci krzywdy. Spadaj!

Natalia wstała. Melanie patrzyła na nią z nienawiścią.

-Jeszcze się spotkamy, tylko my dwie, ponieważ stoimy po przeciwnych stronach barykady. A wtedy już nie będzie taryfy ulgowej. Ale póki co idź, nabierz sił, aby nasza potyczka była ciekawsza. Jesteś jedyną osobą na tym pierdolonym świecie, do której nie żywię wyłącznie odrazy. Nie spieprz tego.

Melanie pocałowała Natalię w policzek. Jej usta były zimne jak śmierć.

Natalia odeszła powoli ze sto metrów, potem puściła się galopem. Sama nie wiedziała, dokąd biegnie. Trafiła do opuszczonej restauracji...



***

Przebrał się w ostatnią koszulę, jaką miał, wszedł do tego oto pomieszczenia i postanowił się raz w życiu porządnie uchlać. Patrzył tępo w okno i pociągał łyk za łykiem.

To, czego był świadkiem, nie mieściło się z znanym mu porządku świata. Po raz niewiadomo który żałował dnia, gdy wpadł na ten poroniony pomysł przyjazdu tutaj, do swojej ówczesnej ukochanej. Był idiotą, a nawet gorzej: był skończonym debilem, idealistą wierzącym w miłość od pierwszego zobaczenia profilu na fb.

Na zdjęciach jego ukochana wyglądała jak bogini. Miała tak cudny uśmiech, iż jego serce zapłonęło miłością jak sucha sterta siana. Był zgubiony, gdy po raz pierwszy wysłał jej wiadomość. Bez jakiejkolwiek analizy konsekwencji zakochał się beznadziejnie, jak to potrafią tylko ponadtrzydziestoletnie prawiczki, marzące w głębi duszy (i bokserek) o kobiecie. Sprzedał ziemię, którą odziedziczył po ojcu, by mieć pieniądze. Pracował jak wół odwiedzić ją z torbą pełną prezentów. Każdy jego dzień wypełniały myśli o ukochanej.

A ona w tym czasie robiła z niego wała.

Owa piękność była pragmatyczną do bólu suką, która nie wahała się wykorzystać łatwowierności swego adoratora by doić go tak, jak mleczną krowę. Udawała zawstydzoną i zakochaną byleby tylko jej "narzeczony" nie domyślił się prawdy. Przez kilka miesięcy bawiła się cudownie, kpiąc z zakochanego w niej mężczyzny, podniecając do granic możliwości wyłącznie po to, by nagle zakończyć czat, tłumacząc się tym, że jest przyzwoita, że nigdy z nikim, itp. A on to łykał jak pelikan, ciesząc się, iż na tym skażonym świecie jest jakaś dobra, czysta dusza.

Aż w końcu nastał dzień ich spotkania.

Na jego widok ukochana z trudem wytrzymała odruchowy śmiech, a przy pocałunku odruch wymiotny. Brzydziła się go prawie tak bardzo, jak kału na nowych lakierkach. Kiedy wziął ją za rękę by pójść na spacer ona omal nie spaliła się ze wstydu. Stanowili tak egzotyczną parę, iż każdy oglądał się za nimi z ciekawością.

Mahim był bowiem innego koloru skóry.

W tym niezbyt dużym mieście osoba taka jak on wzbudziła niezdrowe zainteresowanie, śmiechy, wyzwiska, z których "brudas" było najłagodniejszym. Dziewczynie było ogromnie wstyd przed koleżankami, które reagowały złośliwym chichotem na jej partnera. Dla każdej z tych osób Indie nie były niczym więcej niż krainą brudnych dzikusów, tandetnego kina Bollywood i tygrysów. Pomysł związku z kimś takim kwitowany był krótkim pytaniem: pojebało cię do reszty?

Kogo obchodziło to, że Mahim był inteligentny, obrotny, znał trzy języki i skończył studia z wyróżnieniem? Nikogo, szczerze mówiąc. Mieszkańcy miasteczka widzieli w nim i tak wyłącznie kolor przybłędę z dżungli, choć właściwie nic nie uprawniało ich do traktowania go jak kogoś gorszego. Sąsiadki dziewczyny komentowały złośliwie: "szykują się kolorowe bachory na podwórku".

Dziewczyna nie miała pojęcia, jak wyplątać się z zaistniałej sytuacji. Póki on mieszkał sobie gdzieś daleko i przysyłał jej od czasu do czasu pieniądze, wszystko było w porządku. Ale kiedy zwalił się jej na głowę wszystko wzięło w łeb. Jak tu udawać dziewicę skoro miała tylu facetów, że sama straciła rachubę? Jak kłamać, że go kocha, patrząc mu prosto w oczy? Nie wiedziała, co zrobić, postanowiła go, więc po prostu zdradzić z jakimś przypadkowym facetem, tak by naocznie się przekonał, że nie jest warta jego miłości.

Mahim na wieść o zdradzie wpadł w ogromny szał. Siekierą zniszczył drogi samochód, który podarował jej na dowód swoich uczuć. Dziewczyna stała w oknie i piszczała z przerażenia.
-Ciesz się, że nie jesteś na miejscu tego samochodu- warknął do niej.- Gdybyś była bliżej zatłukłbym cię tą siekierą. Masz szczęście, że nie jesteś tyle warta, bym szedł po ciebie na trzecie piętro.

Doszczętnie porąbał błękitne auto, po czym odszedł. Jeśli już wcześniej biali ludzie nie wzbudzali jego sympatii, o tyle teraz po prostu ich nienawidził. Wiedział, że jego obecność działa na lokalną społeczność niczym czerwona płachta na byka, więc postanowił zostać i delektować się widokiem poniżenia niedoszłej żony, która straciła szansę na szczęśliwe życie i zostało jej jedynie sprzątanie toalet w supermarkecie, bo o jakimkolwiek mężczyźnie mogła zapomnieć. Od tego cyrku z samochodem ludzie jej unikali, patrzyli na nią jak na wyrzutka. Koleżanki miały niezłą grzanę z tej niedoszłej bogaczki.

Było kilka dziewczyn, które próbowały wykorzystać wakat i zapewnić sobie ciepłe i dostatnie życie. Pewnym sukcesem było to, gdy Mahim w ogóle odpowiedział na zaczepkę. Najczęściej zaś robił to po, by powiedzieć:
-Odczep się ode mnie głupia dziewucho, bo przestanę być miły.

I tak oto marnowała się szansa na dolce vita. Mahim kręcił się po mieście jak cień, prześladując swym widokiem byłą ukochaną. Chciał, aby w każdej sekundzie życia wiedziała, jak bardzo nią gardzi.

I kiedy oto tak siedział i wspominał swój gówniany żywot, do pomieszczenia, w którym siedział wleciała dziewczyna, która wyraźnie się czegoś bała. Za chwilę było wiadomo czego.

Pomieszczenie zostało dosłownie otoczone przez co najmniej setkę Niedogniłych oraz Łowców, chcących wziąć odwet za utratę towarzyszy. Nie było żadnej drogi ucieczki. Atmosfera była gęsta jak pudding, a w powietrzu, oprócz fetoru rozkładających się ciał, brudu i jabola, wyczuwało się jeszcze coś niekreślonego, jakby... Zapowiedź. Trudno to określić słowami, ponieważ język w obliczu takich zjawisk jest kompletnie nieprzydatny. Jednakże trzeba zadać sobie ten trud, chociażby po to, by skapitulować i stwierdzić, że człowiek wcale nie jest tak idealny, cudowny i wszechmocny, za jakiego się ma.

Mahdim patrzył na to obojętnie. Miał w nosie czy dzisiaj umrze, czy jutro, czy dopiero w następną sobotę. Jego życie właściwie już się skończyło.

Serce Natalii biło bardzo mocno. Czuła, że to, co zaraz nastąpi, będzie kresem. W ciszy ciężkiej jak ołów jej zęby dzwoniły Requiem. W końcu zrozumiała, iż nie ma sensu odwlekać nieuniknionego. Otworzyła drzwi restauracji i wyszła na zewnątrz. Oni ją otoczyli, patrząc łakomie. Co niektórzy marzyli, by przed tym, jak ją zabiją, zabawić się z nią brutalnie i długo.

Natalia poczuła w sobie coś obcego, dziwnego. Wypełniła ją jakaś obca energia. Aby ją wykorzystać wystarczyło zamknąć oczy i wsłuchać się melodię serca. Po chwili otworzyła oczy i patrzyła na tłum trupów z niechęcią, wręcz prowokacyjnie, uśmiechając się pod nosem. Wypełniał ją potężny, niedający się ugasić żar. Chwila koncentracji trwająca niemal wieczność... Ból, który rozrywał wszystkie żywe komórki... Czy to krew? Czy z moich oczu płyną krwawe łzy?

Efekt działań Natalii był zaskakujący.




1 komentarze:

Lola :* pisze...

Świetny rozdział!
Zapraszam ----> http://lovecanstoptime.blogspot.com/

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz. Dzięki Wam mam ochotę tworzyć!!!!

Bardzo proszę o niedodawanie adresów blogów w komentarzach. Każdy komentarz z adresem zostanie skasowany.

Ten blog służy promocji mojej twórczości a nie Twojej reklamie. Jeśli chcesz dodać adres do komentarza, zrób to na moim drugim blogu.