Subscribe:

piątek, 3 października 2014

Masakra




Jęki. Krzyki. Błagania. Odgłosy łamanych kości. Potok krwi. Tak, w telegraficznym skrócie można opisać to, co wydarzyło się w budynku uniwersytetu. Zombie mieli tą przewagę nad ludźmi, że potrafili się zjednoczyć. Byli jakby jednym organizmem mordującym bez ustatku, metodycznie, bez jakiejkolwiek odrobiny litości.

Nie wszyscy spotkani przez zombie musieli umrzeć. Niektórzy doświadczali wątpliwego zaszczytu przyłączenia się do gnijącej hordy śmierci. Ale by tak się stało musieli spełnić kilka warunków:
-mieć w sobie naprawdę duży pierwiastek zła, najlepiej w połączeniu z jakąś wyjątkowo szokującą tudzież obrzydliwą parafilią,
-nienawidzić kogoś naprawdę mocno,
-przejawiać skłonności sadystyczne,
-dobrze jest, gdy kandydat na zombie wysoki iloraz inteligencji.

 

O nie, moi drodzy. Zombie to nie grupa bezmyślnych zgniłych trupów. To prawdziwa armia, malum in se. Ludzie nie zrozumieli tego faktu i padali jak muchy.

Wiola przed śmiercią poznała czym jest prawdziwe okrucieństwo. Kiedyś, jeszcze za życia, uwielbiała znęcać się nad koleżankami. Razem ze swoimi kuzynkami stworzyła szkolny gang specjalizujący się w dręczeniu biedniejszych i gorzej ubranych dziewczyn. Podkładanie pająków do tornistrów, robienie ośmieszających zdjęć, złośliwe posty na czyimś fb: w ten sposób upłynęła jej szkoła. Taka aktywność wpłynęła na to, iż Wiola nie miała czasu na naukę.

Teraz nie miało to znaczenia. Leżała ze skręconym karkiem, w porwanych ubraniach. Jej oprawca nachylał się nad nią by zacząć ją konsumować, jednak został zawołany przez kolegów.

"Daleko nie ucieknie"- pomyślał złośliwie patrząc na jej zwłoki.

Natalia straciła resztki złudzeń, że isnieje coś takiego jak solidarność. W obliczu zagłady nie ma więzi, a już na pewno nie pomiędzy zupełnie obcymi osobami. Każdy będzie walczył tylko o siebie.

-Weź ją, błagam! Ona jest bardziej tłusta!
A jeszcze niedawno mówił, jak ją kocha.
-Zabij tego idiotę! Jest kompletnie beznadziejny, pod każdym względem. Zobacz, jaki mięczak. Chodź, weź jego!
Oboje zginęli z rąk zombie. Ich mordercy zdrygali się przed zjedzeniem tych szczątków:

- Nie ruszaj tego, bo będziesz mieć gazy.
-Że co?
-Po takiej moralnej zgniliźnie będziesz mieć gazy, uwiesz. O żołądek trzeba dbać. Zostaw ich.
-Gówniana sprawa- wtrącił trzeci, morderca-filozof. - Takie elementy są najgorsze. Niby miłość, całuski, zdjęcia na portalach,chwalenie się jak to się kochamy, takie gołąbeczki, a tu nagle...
-Jakbym ja kogoś kochał-zaczął inny.- To w życiu bym tak nie postąpił.
-Zamknij się. Zabiłeś własną matkę.
-A kto ci powiedział, że ją kochałem?!
-Mam nadzieję,że oni nie ożyją.
-Wypluj to zaraz!
-Zombie nie produkują śliny- wtrącił trzeci.
-Zamknij się, łapiesz mnie za słówka.
-Zachowuję się tak, ja za życia, w końcu jestem sadysta-polonista.- Wyprościł się, a nie jego przegniłej twarzy można było zobaczyć coś w rodzaju dumy. W końcu nie każdy okłada żonę i dzieci "Dziełami wszystkimi" Juliusza Słowackiego pod red. J. Kleinera.*
-W każdym razie ja bym żadnemu z nich ręki nie podał.
- A propos ręki: zgubiłeś jedną na korytarzu. No, chyba że nie potrzebujesz.
-Cholera!

Pognał rozpaczliwie poszukując swojej zgubionej kończyny.
Pozostali popatrzyli nań z ironią w swych zupełnie martwych ślepiach.

-Niedogniły. Więcej z nim kłopotu niż pożytku.
-Trzeba by się jego jakoś pozbyć.
-Na razie dajmy mu spokój. Ma potencjał.
-Ta sierota?
-Oglądał sadystyczne filmiki i się nimi podniecał.
-To jeszcze o niczym nie świadczy.
-Mylisz się. Oglądał moje wyczyny.

Rzeczony zombie, w chwili śmierci sześdziesięciolatek, zasłynął jako zabójca młodych dziewcząt, przeważnie studentek. Okrutnie je okaleczał. Pastwił się nad nimi tygodniami, aż wreszcie dawał im sznur i stawał pod ścianą. Uwielbiał patrzeć, jak się wieszają. To najciekawszy element gry.

Natalia ukryła się w gabinecie, gdzie kiedyś zdawała egzamin. Miała wrażenie, że wszystkie meble w tym małym pomieszczeniu były przesiąknięte strachem, rozczarowaniem i cierpieniem studentów, nazywanych pieszczotliwie "bobrami". Wykładowcy opowiadali sobie żarcik:
-Czym się różni student od bobra?
-Niczym. Jedno i drugie to szkodnik którego nie wolno wytępić.

Śmiechu było co niemiara. Tylko owe "bobry" zaciskały zęby w bezsilnym wyrazie zrezygnowania i wracały do czytania książek, z mdłą nadzieją, że gdy zdobędą magistra świat stanie dla nich otworem. Jakie to naiwne, bzdurne myślenie. Jednakże łatwiej było żyć złudzeniami niż powiedzieć sobie wprost :" Po tych studiach pracy nie będzie, no może co najwyżej jako sprzątaczka w supermarkecie. Tracisz czas. Zamiast ślęczeć nad książkami znajdź sobie jakieś bogatego frajera."

A teraz to nie ma żadnego znaczenia.

Zombie zabijają bogatych, biednych, pięknych, brzydkich, zdeformowanych.

Natalia po raz pierwszy od dawna czuła wolę walki. Chciała żyć. Była zdeterminowana. Ogień, który zapłonął w niej od czasu burzy, wciąż się nasila.

A dziś w nocy, we śnie, zobaczyła jego.

Swoje przeznaczenie.

5 komentarze:

Cezary S pisze...

I tak trzymać ! Nie ma co się poddawać, zwłaszcza, że piszesz naprawdę ciekawie ;). Zapraszam również na swojego bloga bezograniczenlifestyle.blogspot.com. Pozdrawiam. Cezary Skalik

Natalia Orlika pisze...

Dziękuję za komentarz.

Acheza pisze...

ten rozdział strasznie mi się podobał. Nawet się pośmiałam, bo konwersacja zombie była utrzymana w świetnym humorystycznym tonie(jak dla mnie oczywiście). "będziesz mieć gazy" - hehe xD

Natalia Orlika pisze...

Dziękuję za miłe słowa. Staram się, by opowiadanie było jak najciekawsze.

Mika pisze...

super

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz. Dzięki Wam mam ochotę tworzyć!!!!

Bardzo proszę o niedodawanie adresów blogów w komentarzach. Każdy komentarz z adresem zostanie skasowany.

Ten blog służy promocji mojej twórczości a nie Twojej reklamie. Jeśli chcesz dodać adres do komentarza, zrób to na moim drugim blogu.