Subscribe:

sobota, 27 września 2014

Dzień początku, dzień końca





To jest ta słowiańska brać
Lubi dużo pić i spać

-Wyłącz to gówno.- Warknęła Natalia.
-Spadaj.-Iza podgłośniła muzykę.

Natalia nie cierpiała tej piosenki. W ogóle rzadko wpadała jej w ucho jakaś melodia, jeśli już to najczęściej był to jakiś hip-hop tudzież rock. Lubiła piosenki z treścią, jakimś przesłaniem. Dobrze, ten utwór świetnie wpasowywał się w filozofie jej koleżanek, które częściej można było zobaczyć z piwem w barze niż w bibliotece, czytające obowiązkowe lektury. Jeśli Iza czy Wiola coś czytały, to wyłącznie składy kosmetyków, tropiąc konserwanty, silikony, parabeny czy największe zło tego świata: SLS.

Ale czy jest się czym chwalić do ciężkiej cholery?

Natalia marzyła tylko o jednym: by śliczny, nowiutki smartfon jej koleżanki rozwalił się w drobny mak i przestał wydawać z siebie te dzwięki. Niestety, marzenia się nie spełniają.

Odwiedziła Izę i Wiolę po to, by odebrać od nich pożyczone notatki. Chciała zastać trochę, ale nie widziała w tym sensu. Wyszła.

Gdy szła, miała wrażenie, że coś się na nią gapi. Nie był to człowiek, zwierze też nie. Wyraźnie wyczuwała kierowaną w jej stronę nienawiść. Coś płonęło chęcią sprawienia jej takiego bólu, jakiego nie doświadczył dotychczas żaden człowiek. Natalia przeraziła się nie na żarty. Zaczęła biec. Czyiś śmiech dzwięczał jej w uszach pomimo tego, że dookoła było cicho.

Zupełnie cicho.

Taka cisza nie jest naturalna. W mieście nigdy, o żadnej godzinie nie jest tak przerażająco cicho. Jakby się na coś zanosiło. I na pewno nie będzie to nic dobrego.

 

Zerwał się silny, wyjący wiatr. Niebo pociemniało. Powierze pachniało mieszanką strachu i kompletnego zaskoczenia. Wiatrzysko wyło, jakby użyczyły mu głosu wszelkie straszydła i zmory, jakie kiedykolwiek powołał do życia ludzki umysł. Ziemia drżała niczym w konwulsjach. Wiatr śmiał się głosem podobnym hienie wietrzącej łatwy łup, prowokował ludzi do biegu po to tylko, by powalić ich przy akoniamencie iście piekielnych huków. Czyżby dzień końca świata, tak zapowiadany przez różne sekty i religie, w końcu miał nastąpić? Tak bez uprzedzenia? Po prostu trach i koniec? A gdzie moja kolejna wypłata? Nowa sukienka? Zielona szkoła? Bal maturalny?

To wszystko ma nas ominąć?! Bardzo nie fair! Nie można od tak zniszczyć świata! To nieuczciwe. Taki zły, niedobry świat, ale jedyny, jaki mamy.

Natalia nie uciekała. Stanęła na środku ulicy. Czekała.

Im mocniejszy wiał wiatr, tym bardziej płonęła, niczym ogromna, żywa pochodnia. Jako jedyna się nie bała tego, co nadejdzie. Myślała, że właśnie dokonuje się jej życie i nie była, bynajmniej, zrozpaczona tym faktem. Cieszyło ją to, że odejdzie wśród ogólnej grozy.

Ogień trafił jej duszę bezlitośnie, rozdzierając ją na miliony cząstek płonących równie mocno. Męka zdawała się nie mieć początku, końca ani celu. Była jakby cierpieniem dla samego cierpienia, bezsensownym pokazem okrucieństwa.

Natalia skuliła się z bólu. Ledwie oddychała, pluła krwią. Czerwień krwi pięknie odcinała się od brudnoszarego chodnika. Oczy nie widziały już nic poza szarością, przygnębiającą swoją beznadzieją, szokującą ogromem. "Całe moje życie było beznadziejne"- myślała "Takie szare, bez polotu".

Kątem oka zauważyła sylwetkę.

Potem jeszcze jedną. I kolejne. Szły oszołomione, zaskoczone, pokrzykiwały do siebie. Jedna z nich podeszła do Natalii i pomogła jej wstać. Sympatyczna starsza pani, siwiutka jak gołąbek. Jedną rękę miała normalną, lecz druga...

Zamiast palców sterczały jej kości. Natalia wrzasnęła i uciekła. Potrąciła jakiegoś grubego faceta.
-Jak leziesz?- Warknął, schylając się po rękę, która wypadła mu z barku. Wsadził ją na miejsce jakby to była najzwyklejsza rzecz pod słońcem.

Natalia szła dalej.

-To moje oko!- Wrzeszczał ktoś.
-A właśnie że moje!
-Ty swoje zostawiłeś w grobie!
-Nieprawda, złodzieju! Oddawaj!

Kłótnia rozgorzała na dobre, ponieważ żaden zombie nie odda swego oka bez walki. W ruch poszły sztachety, kosz na śmieci, telewizor z witryny sklepowej. Zombie złodziejstwa nie przepuści.

Tak rozpoczęła się Iwazja. Pierwsi byli nieszkodliwi Niedognili.









5 komentarze:

Acheza pisze...

Cóż myślę, że opowiadanie zapowiada się dobrze.
Przyznam, że jeszcze nigdy nie czytałam historii o Zombie, nigdy nie przepadałam za takimi klimatami ale myślę, że te opowiadanie może przypaść mi do gustu. :) Natalia to intrygująca postać, ciekawe jak ją wykreujesz w przyszłości.
Życzę weny i pozdrawiam.

Natalia Orlika pisze...

Bardzo dziękuję za pozytywny komentarz.

Szymi XdKaa pisze...

Łał, nawet niezłe nowy gadający typ zombie.Trzeba tu częściej zaglądać.

Natalia Orlika pisze...

Zaglądaj!

Mika pisze...

http://bookssandstories.blogspot.com/ super zapraszam do siebie

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz. Dzięki Wam mam ochotę tworzyć!!!!

Bardzo proszę o niedodawanie adresów blogów w komentarzach. Każdy komentarz z adresem zostanie skasowany.

Ten blog służy promocji mojej twórczości a nie Twojej reklamie. Jeśli chcesz dodać adres do komentarza, zrób to na moim drugim blogu.